Trzymać gardę – Tomasz Narkun

Trzymać gardę – Tomasz Narkun

  • utworzone przez: admin
  • 27 czerwca 2018

Tomasz Narkun – Polski zawodnik MMA wagi półciężkiej (do 93 kg). Zwycięzca eliminacji m-1 selection z 2010 roku, mistrz europy adcc w submission fightingu z 2012 i 2014 roku oraz posiadacz czarnego pasa w brazylijskim jiu-jitsu. od 2015 roku międzynarodowy mistrz ksw w wadze półciężkiej. – rozmawia Kasia Motloch

 

Złapaliśmy się na wywiad pomiędzy Twoimi treningami. Tak dużo trenujesz każdego dnia, czy akurat dzisiaj tak wypadło?

To zależy od tego jaki mam etap przygotowań. Pod dany etap rozplanowane są jednostki treningowe. Teraz trenuję systemem 2:1, czyli dwa treningi, następnego dnia jeden i tak na zmianę.

A jak to wygląda przed walką, skoro teraz już tak dużo ćwiczysz?

Przed walką od poniedziałku do piątku mam codziennie dwie jednostki treningowe, w sobotę jedną a w niedzielę jest odpoczynek i  regeneracja. Intensywne przygotowania trwają mniej więcej od dwóch i pół do trzech miesięcy przed walką.

Która walka z dotychczas stoczonych była dla Ciebie najtrudniejsza?

Jeśli chodzi o sprawdzian mojej psychiki, to na pewno najtrudniejsza była walka z Mamedem Khalidovem. To było ogromne widowisko, wokół którego był zdecydowanie największy jak dotąd szum medialny, marketing, promocja i ta cała otoczka… Ale jeśli chodzi o sprawdzian mojej fizyczności, była jedna walka, której nie powinienem w ogóle stoczyć.

Dlaczego? Byłem wtedy chory, 40 stopni gorączki utrzymywało się całe 3 dni aż do ważenia. To była walka w Danii o pas federacji duńskiej. Można powiedzieć, że wygrałem tę walkę tylko przez swój charakter, bo fizycznie byłem niegotowy do tego starcia, ale udało się…

Każde zwycięstwo jest ważne, ale może było jakieś najbardziej dla Ciebie znaczące?

Wrócę znowu do walki z Mamedem. To zwycięstwo, które z najgłośniejszym echem poszło w świat i dało mi najwięcej w mojej dotychczasowej karierze. Zawsze też bardzo cieszyły mnie wygrane walki o mistrzowskie pasy: wygrana z Goranem Reljiciem o pas międzynarodowego mistrza KSW, wygrana z Simonem Carlsenem o pas mistrzowski European MMA czy wygrana w finale M1 Selection z Davidem Tkeshelashvilim. Każdy fighter marzy o tym, żeby być posiadaczem jakiegoś pasa, dlatego te trzy wygrane były dla mnie takie ważne.

Jesteś w KSW od 2014 roku. Od tego czasu stoczyłeś osiem walk i aż siedem wygrałeś. Idziesz jak burza…

Tak, osiem walk z  czego jedna przegrana była kontrowersyjna.

Nie zgadzasz się z werdyktem?

Tak, dla mnie to jest osiem walk wygranych.

Czyli tym bardziej idziesz jak burza… A jakie są Twoje najbliższe plany? Wiem, że po ostatniej walce kończył Ci się kontrakt z KSW. Czy masz zamiar go przedłużyć?

Aktualnie mam już podpisany nowy kontrakt z Federacją, dogadujemy teraz termin następnego pojedynku. Mogę tylko zdradzić, że będzie to jeszcze większe widowisko pod względem sportowym i medialnym niż to z Mamedem, także to będzie coś wielkiego! To teraz tylko czekać! Tylko czekać, ja nic nie zdradzę.

Umowa już podpisana, ale powiedz, gdybyś dostał ofertę kontraktu od UFC, mniej korzystną finansowo niż proponowałoby Ci KSW, to którą byś wybrał?

Aspekt finansowy jest ważny, ale wiadomo, że UFC to największa federacja MMA na świecie i ogromne marzenie wielu fighterów… Tak naprawdę, to kontrakty od UFC dostaję już od pięciu lat i od pięciu lat UFC walczy z moimi managerami, żebym u nich startował. Zauważyli mój potencjał i chcą żebym był w ich organizacji, ale moja droga poszła trochę w innym kierunku. A jeśli chodzi o to, czy teraz byłaby taka możliwość, to na pewno nie, ponieważ mam już od 4 lat kontrakt z KSW. Teraz go przedłużyłem i jest to kontrakt wyłącznościowy.

Obecnie MMA, wcześniej Grappling. Który styl walki jest Ci bliższy?

Pierwsze zawody jakie stoczyłem to było właśnie brazylijskie jiu-jitsu. To pojedynek w kimonach, który jest połączeniem judo, zapasów i sportów chwytanych z naciskiem na walkę w parterze. Jestem posiadaczem czarnego pasa w tej właśnie sztuce walki. Z czasem zacząłem dokładać boks i inne elementy walki w stójce. W końcu rozpocząłem amatorsko, później zawodowo walczyć w MMA. Myślę, że właśnie brazylijskie jiu-jitsu jest dla mnie idealną bazą pod resztę technik w MMA. Tak jak widać też po moich walkach, często wygrywam ze swoimi przeciwnikami w płaszczyźnie parterowej, tam czuję się jak ryba w wodzie. Ale mam też dobrą gardę!

Twój przydomek to „Żyrafa” prawda?

A skąd Ty to wiesz? (śmiech)

Ma się swoje dojścia! Dlaczego właśnie tak na Ciebie mówią?

Od tego trzeba zacząć, że w kręgach sportowych często przydomki nadawane są od zwierząt. Jak ktoś jest wysoki to jest żyrafą, jak ktoś jest gruby to jest hipopotamem. Ze mną było właśnie tak, że byłem chudy jak szczypiorek i do tego wysoki. Koledzy się denerwowali że bije ich taka „żyrafa”. Złośliwie tak mnie nazywali, a mi się to spodobało i jakoś tak już zostało. Po co mam zmieniać na coś innego z czym bym się źle czuł, a tutaj już dawno się utożsamiłem z żyrafą.

Gdyby nie sporty walki, gdybyś nie był zawodowym fighterem, to co byś robił w życiu?

Byłbym koszykarzem.

To pasja z dzieciństwa?

W podstawówce trenowałem koszykówkę, byłem nawet w klasie o profilu sportowym. Na mecze jeździliśmy po całej Polsce i wtedy wiązałem swoją przyszłość z tym sportem. Później z czasem zaczęli mi bardziej imponować więksi faceci, lepiej zbudowani. Też chciałem tak wyglądać i zaprzestałem treningów koszykówki. Jednak myślę, że gdyby nie spodobało mi się brazylijskie ju-jitsu czy MMA, to dzisiaj byście słyszeli o Narkunie koszykarzu (śmiech).

Czyli jednak całkowicie sportowa dusza w Tobie drzemie?

Dokładnie.

A myślałeś kiedyś o zagraniu w filmie ze sportami walki, czy jednak aktorstwo to zupełnie nie Twoja bajka?

Myślałem o aktorstwie i na pewno kiedyś się to spełni. Nie mogę za wiele zdradzić. Ofertę już dostałem, ale myślę, że w tym momencie to jeszcze nie jest mój czas, jednak w przyszłości jak najbardziej. Fascynuję się tym, lubię polskich aktorów i świetnie byłoby gdzieś na planie się z nimi spotkać.

To mam nadzieję, że zobaczymy Cię kiedyś na ekranie!

Będziesz jadła popcorn i oglądała jak bracia Narkun rabują bank.

No właśnie, w takiej roli bandziora cię właśnie widzę.

A ja myślałem, że bardziej jako księdza… (śmiech)

Powiedz mi Tomek, czy Ty jesteś optymistą?

Po tym czasie, w którym ze mną rozmawiałaś teraz to jak uważasz?

Raczej optymistą, ale musze to usłyszeć od Ciebie.

No oczywiście, że jestem w 100% pesymistą. Żartuję, jasne że optymistą! Zawsze patrzę na świat przez kolorowe okulary. Myślę, że jeżeli chce się być człowiekiem sukcesu, odnosić zwycięstwa i zarabiać duże pieniądze, to trzeba być optymistą.

Tak samo przed walką trzeba wierzyć w siebie i nie zawahać się w żadnym momencie, prawda?

Dokładnie. A ja niestety widzę, że u dużej części zawodników brak takiego optymizmu w przygotowaniach i później źle się to dla nich kończy. Nie można wychodzić na walkę z nastawieniem: „A, jakoś to będzie, może wygram…”. To nie ma sensu. Dlatego tak mało mamy mistrzów. Wszyscy mistrzowie, uwierz mi, są optymistami.

Zgadzam się i dziękuję za rozmowę.

Zostaw komentarz!