Optymizm, czyli jak być sobą i cieszyć się z życia – Otylia Jędrzejczak

Optymizm, czyli jak być sobą i cieszyć się z życia – Otylia Jędrzejczak

  • utworzone przez: admin
  • 27 czerwca 2018

Życie to najlepsze, co mamy – powtarzam to bardzo często podczas spotkań z dziećmi, czy też wykładów z dorosłymi. Droga, którą kroczymy w dużej mierze zależy od nas samych i od tego jak postrzegamy siebie i świat wokół nas. Nawet czerwony dywan może być źle położony, a gdy już się, nie daj Boże, na nim potkniemy najważniejsze to wstać i z uśmiechem pójść dalej. Jakby nigdy i nic złego się nie stało. Z radością obserwuję dziś moją dorastającą córkę i widzę jak każdego dnia osiąga nowy szczyt. Każdego dnia wspólnie z nią cieszę się z tych pozornie „małych” sukcesów. Czasem płacz zmienia się w uśmiech, by ponownie gdzieś zapłakać szukając jedynie bliskiego spojrzenia. W oczach dzieci cały świat jest dobry, wyjątkowo interesujący, a każdy krok jest nieprzewidywalny i stanowi ogromne wyzwanie. To właśnie dzięki temu, kroczenie przez życie jest fascynującą przygodą. Bez wątpienia mogę stwierdzić, że dzieci to bezwarunkowi optymiści. Zastanawia mnie tylko, gdzie w większości z nas ten świat dziecka zaginął. Gdzie ta pierwotna radość i szczęście? W pogoni za byciem w trendzie, zapominamy o ważnych szczegółach, o drobnych rzeczach i drobnych gestach. Często zapominamy też o nas samych. A czy nie chodzi właśnie o to, by być dla innych i by żyć wspólnie z innymi ludźmi? Z bliskimi, rodziną, przyjaciółmi? Gdy dorastamy często słyszymy „tego nie wolno”, „tego dziewczynce nie wypada”, „tego to już nawet się nie podejmuj bo to nie Twoja półka”… Jak to? Dlaczego na poszczególne półki tego życiowego regału wrzucamy bycie sobą lub nie bycie sobą? Dziś już wiem, że stereotypy i ciągłe poddawanie się ocenie przez innych nie pomagają w budowaniu własnej osobowości. Ludzie mówią, że ich dziecko jest ładniejsze a Twoje brzydsze, albo że Ty robisz coś gorzej, jesteś słaby… Czy aby na pewno? Czy kiedyś pomyśleliśmy o tym, że nie we wszystkim możemy być najlepsi? Bycie słabszym, grubszym, brzydszym (jeżeli można to ocenić bo piękno to „coś” w nas a nie na zewnątrz) nie oznacza bycia gorszym, bo najważniejsze jest nauczyć się kochać siebie. Jeżeli posiądziemy tę sztukę i bezwarunkowo pokochamy siebie, nasz optymizm narodzi się na nowo! Mimo, że przez lata zabijają go inni. Kiedy pokochamy siebie, nasz świat będzie lepszy i piękniejszy. Nagle zauważymy, że trudności to tylko stopień w drodze do wyznaczonego celu. Zapytana o to dlaczego mam w sobie tyle pozytywnego nastawienia pomimo różnych, trudnych przeżyć, odpowiadam krótko. Życie to ciągłe zdobywanie nowych doświadczeń i ciągłe budowanie siebie. Jeżeli sam siebie nie zmobilizujesz, nikt nie będzie w stanie tego zrobić za Ciebie. Życie nauczyło mnie, żeby nie trzymać w sobie urazy, nie szukać konfliktów, nie pamiętać złego, nie komplikować czegoś, co czasem i tak jest już wystarczająco skomplikowane. Dziś już nie szukam problemów tam, gdzie ich nie ma. Nastawiam się na rozwiązywanie, a nie generowanie problemów. W tej walce wyjątkowo ważne jest odpowiednie, najlepiej optymistyczne nastawienie.

 

Sport każdego dnia uczył mnie wytrwałości. Mnie także miliony razy nie chciało się wstawać o 5 rano z myślą, że muszę przepłynąć w basenie kilka kilometrów w ramach codziennego treningu. Jaki jest klucz do tej zmiany? Wstawać z optymistycznym nastawieniem niezależnie od tego jak ciężki dzień nas czeka. Dobrze mieć też wsparcie i motywację z zewnątrz. Chodzi o kogoś bliskiego, kogoś kto czasami nawet boleśnie nas „kopnie” i błyskawicznie rozwieje nasze próby uniknięcia wysiłku. To prawda. Zawsze chciałam być najlepsza, ale nie zawsze wychodziło tak jak chciałam i planowałam. Bez wątpienia jednak konsekwentnie i co najważniejsze z pozytywnym, optymistycznym uporem dążyłam do celu. Wiem, że dziś mogę zaplanować wiele, ale niestety nie mogę przewidzieć jutra. Dlatego biorę z życia dziś tu i teraz jak najwięcej, cieszę się z tego co mam, nie boje się doświadczać, kochać, być szczera. No i ogromnie wiele radości daje mi przekazywanie i dzielenie się z młodzieżą moją wiedzą i moimi pasjami. W projektach, które realizuję w mojej Fundacji Otylii Jędrzejczak konsekwentnie przekazuję młodym ludziom kluczową myśl „zostań mistrzem życia”. Jak? Zadbaj po mistrzowsku o swoje życie, czyli bądź sobą, nie bój się, nie pozwól aby ktokolwiek oceniał Twoje wybory, osiągaj wyznaczane cele, szanuj innych, ucz się i przekazuj zdobytą wiedzę dalej. Dziel się. Nie ma rzeczy niemożliwych są tylko takie do których się słabo przykładamy – to jedno z moich mott w życiu. Konsekwencja pozwala nam realizować cele, mimo że w tym pędzącym świecie chcemy wszystko mieć szybko, już, teraz i najlepiej bez wysiłku. Nie lubimy czekać, nie lubimy się mylić, coraz częściej nie lubimy też niestety mówić przepraszam, poproszę. Nie tylko w stosunku do kogoś, ale także do nas samych. Jeszcze raz wrócę do sportu, bo to właśnie on nauczył mnie, że aby osiągnąć cele potrzebna jest cierpliwość. Warto też pamiętać, że czasem musimy zrobić jeden krok w tył, żeby móc za chwilę pobiec do przodu. Pływalnia jest akurat takim miejscem, w którym możesz się zatrzymać. Gdzie na chwilę pozostajesz z samym sobą. To taka przestrzeń, w której można odpocząć i porozmawiać z własnym „ja”. Z tym kimś, o kim najczęściej zapominamy. Pod wodą nie zadzwoni telefon, nie rozproszy dzwonek do drzwi. Dlatego kocham ten sport. Optymista jest w Tobie i musisz tylko uwolnić go w sobie, daj mu przestrzeń by mógł wyjść z cienia i działać. Zobaczysz że każda, nawet najbardziej czarna myśl może nabrać innych barw. Wszystko zależy od Twojego nastawienia. Obudź w sobie dziecko i tę radość z wszystkiego co robisz. Czytając ten tekst możesz pomyśleć: „Jestem Prezesem dużej firmy i mam pod sobą wiele osób, które mają różne nastawienie do pracy i różne motywacje. Przychodzę do pracy, muszę wymagać, liczą się cyfry, tabele, Excel itd. …” To wszystko prawda. Jednak z optymistami żyje się i pracuje lepiej. Optymalniej. Optymizm – z łacińskiego optimum czyli najlepiej. Jestem więc przekonana, że nawet najcięższa praca przy odrobinie optymizmu okaże się lepsza, łatwiejsza, przyjemniejsza. A jeśli ktoś teraz pomyśli: „Co Otylia Jędrzejczak wie o ciężkiej pracy?”, to chętnie odpowiem, że wiem o niej sporo. Nie schodziłam pod ziemię, nie dźwigałam ciężarów, ale moje tzw. dniówki zaczęły się już gdy miałam 6 lat. I choć nigdy nie nazywałam pływania pracą tylko pasją, to wiem, co oznacza ciężka praca po godzinach. Kochałam moje życie, to co robiłam wcześniej, jak również to wszystko, co obecnie realizuję,

Zostaw komentarz!