Lekarz światowej klasy – prof. Adam Dziki

Lekarz światowej klasy – prof. Adam Dziki

  • utworzone przez: admin
  • 28 czerwca 2018

Zdobywał wiedzę w Polsce, ale też w USA, Grecji, Jugosławii czy Holandii. Aktualnie zawodowo porusza się po całym świecie, lecz swoje Centrum Leczenia Chorób Jelita Grubego utworzył i kieruje nim w Brzezinach. To pierwszy tego typu ośrodek medyczny w kraju. Rozmawia Wiola Wrzesińska

 

Jest Pan w gronie najlepszych chirurgów świata! Co się składa na ten sukces?

Jest mi bardzo miło, że zostałem członkiem honorowym Amerykańskiego Towarzystwa Chirurgicznego. Uznanym tutaj można być tylko wtedy, kiedy zwolni się miejsce. Żyjących członków honorowych jest równo 100 osób. Oczywiście jak każdy z członków, przeszedłem długi proces weryfikacyjny; odbywa się on poprzez zadawanie pytań właściwym osobom z całego świata. Trwało to ok. 2 lat. Myślę, że na ten sukces złożyły się nie tylko moje CV – doświadczenia i osiągnięcia – ale też dobre opinie i recenzje o mnie. Dodatkowo jest Pan w pierwszej 50-tce najbardziej wpływowych osób w polskiej medycynie i ochronie zdrowia.

Co Pan myśli o polskich lekarzach?

Z jednej strony uważam, że mimo złych warunków, nieporównywalnych do wielu innych krajów, medycyna w Polsce jest na wysokim poziomie. Tylko oczywiście też mam sporo uwag, bo w naszym kraju na przykład wielu lekarzy nie kształci się ustawicznie, a tak powinno być i jest na całym świecie. Lekarzowi, który nie zbierze danej ilości punktów za udział w różnych szkoleniach, odbiera się prawo wykonywania zawodu. W Polsce nie wyciąga się żadnych konsekwencji i wniosków z tego, czy ktoś regularnie bierze udział w jakimkolwiek kongresie, czy na kongresie ostatni raz był 30 lat temu. Nadmieniam, że ten ktoś uprawia medycynę sprzed 30 lat…! Równocześnie uważam, że powinni być weryfikowani chirurdzy, pod względem jakości wykonanych operacji. Ponadto nie może być tak, że każdą operację można wykonać wszędzie. Nawet najbogatsze kraje świata, nie pozwalają sobie na to, aby trudne operacje były wykonywane pojedynczo, bo w małym szpitalu. To jest niedopuszczalne. Udowodniono, że jak ktoś przeprowadza daną operację rzadko to niestety ryzyko powikłań i złych wyników jest zdecydowanie większe, niż wtedy kiedy ta operacja jest wykonywana w ośrodku mającym po prostu duże doświadczenie. Także myślę, że w Polsce z drugiej strony jest wiele jeszcze do zrobienia.

Czy pamięta Pan swoją pierwszą operację?

Oczywiście, że pamiętam.Jeszcze byłem studentem. Byłem także członkiem studenckiego koła naukowego – chirurgicznego i pod koniec studiów, jeden z owych chirurgów dał mi do wykonania operację wyrostka robaczkowego. Zresztą najczęściej każdy chirurg właśnie od tej operacji zaczyna swoją karierę i ja pamiętam to doskonale. Jak każdy chirurg mam sukcesy i porażki. Każdą porażkę bardzo przeżywam. Jedną z pierwszych też pamiętam do dziś. Pamiętam nawet jak ten chory się nazywał, a przecież byłem wtedy młodym chirurgiem.

Jakie uczucia towarzyszyły Panu w zawodzie kiedyś i jakie teraz?

To uczucie jest dla mnie takie samo. Ja będąc jeszcze dzieckiem, bo w liceum, podchodziłem już do tego zawodu. Rozpoczynając pierwszy rok studiów nie istniała dla mnie inna specjalność niż chirurgia. Ja wiedziałem, że to jest moje życie, moja pasja, moja radość. I oczywiście ciężka praca. Myślę, że każdy chirurg musi przeżywać to co robi. Nie można być zwykłym rzemieślnikiem, bez uczuć. Trzeba w to włożyć serce. Do tego stopnia, że po wykonanej operacji już będąc w domu, nie mogę zasnąć. Mam tak, że myślę czy założyłem odpowiednią liczbę szwów, czy nie za gęsto zaszyłem, czy dobrze dociągnąłem, czy się dobrze zagoi itd. To zawsze idzie za mną. Jak ktoś działa bez uczucia, nie jest dobrym chirurgiem.

Już prawie 50 lat jest Pan związany z medycyną. Czy to życie o jakim Pan marzył?

Zdecydowanie tak. Oczywiście jest to życie pełne stresów, ale i też wielkich radości z wykonanej pracy. Jestem facetem, który się spełnił zawodowo. Jestem wszędzie rozpoznawalny. Jestem zapraszany do dyskusji, na wykłady. Jeżdżę po całym świecie. Wykonywałem operacje w wielu krajach. Mam kolegów chirurgów praktycznie na całym globie i to jest dla mnie ogromne szczęście. Ma Pan do czynienia z gwiazdami światowej chirurgii.

Jakie jest środowisko chirurgów?

To środowisko bardzo otwarte. To naprawdę są normalni, serdeczni ludzie. Ludzie, którzy potrafią opowiadać dobre dowcipy, którzy potrafią się śmiać z siebie nawzajem, ale też którzy potrafią rozmawiać o polityce, o historii, o różnych codziennych problemach, którzy absolutnie są w stanie dzielić się swoimi doświadczeniami, zdobytą wiedzą. Bywa, że kontaktuję się z nimi jak mam jakiegoś nietypowego chorego. W takim przypadku jest wiele wyborów i trudno powiedzieć, który jest najlepszy. Zatem dzwonię do kolegi, który ma w tym większe doświadczenie. To jest normalne dla nas. My mamy pełną świadomość, że jeden może mieć większe doświadczenie w tym, a drugi w czym innym. Najważniejsze jest żeby być uczciwym wobec chorego. Trzeba być uczciwym na tyle, by rzeczywiście mu pomóc, więc robimy w tym kierunku wszystko.

Ma Pan wielu przyjaciół?

Mam. Uważam, że najważniejsze w życiu jest zdrowie i właśnie przyjaźń. Absolutnie doceniam swoich przyjaciół i uważam, że trzeba rozmawiać z ludźmi, spędzać czas z nimi i w ogóle cieszyć się wszystkim wokół.

Jest Pan człowiekiem wyjątkowo optymistycznie nastawionym do życia, prawda?

Oczywiście. Każdy powinien wiedzieć, że każdy problem zawsze da się rozwiązać. Ponadto według mnie tylko optymiści mogą być dobrymi menedżerami, czy po prostu dobrze pracować w swoim zawodzie. Tylko optymiści mają lepszy kontakt z otoczeniem.

Jakie ma Pan marzenia?

Żeby być zdrowym i mieć zdrową rodzinę.

Na koniec proszę opowiedzieć swój ulubiony dowcip o lekarzach.

Stoją dusze w kolejce do św. Piotra, a jedna z nich się nieustająco śmieje. Więc św. Piotr zaniepokojny pyta: „Tu wszyscy pokornie stoją w kolejce, a Ty czemu się śmiejesz?” „Nie mogę wytrzymać ze śmiechu, bo ja tu już stoję 2 godziny, a ciągle na dole mnie operują”. Dziękuję za rozmowę.

Zostaw komentarz!